przenieśmy się do roku 2021
Dawno nas tu nie było:) Na tyle dawno, że niektórzy zaczęli pytać kiedy nowy wpis na blogu. Więc oto jesteśmy:)
Nowy wpis będzie utrzymaniem chronologii zdarzeń.
Po odejściu Dżaka, mojego pierwszego Golden Retrievera, musiało upłynąć sporo czasu, zanim mogłam przyjąć do domu nowego psa. I okazuje się, że na ten wpis też potrzebowałam trochę czasu:)
Wszystko się jednak jakoś dobrze zbiega w czasie, bo zbliża się 1 marca, a 1-go marca pięć lat temu, pojawiła się na świecie mała, puchata kulka.
Przedstawiam Wam Salsę:

Salsa jest moim trzecim Golden Retrieverem i po przyjeździe do nowego domu poznała Boni – swoją dużo starszą siostrę.
Ja za to przypomniałam sobie jak to jest mieć szczeniaka w domu. No fajnie, fajnie… Przez pierwszy miesiąc zadawałam sobie pytanie – po co ja to sobie zrobiłam. Miałam takie spokojnie życie, wszystko poukładane, zaplanowane, a teraz weszła ona – puchata, biała kula – i wszystko stanęło na głowie.
Może gdyby była jedynym psem w domu, to nie odczuwała bym tak zmęczenia szczeniakiem, ale w domu była także Boni, seniorka, która w pierwszy dzień na widok szczeniaka spojrzała na mnie, jakby chciała zapytać czy ja na głowę upadłam wpuszczając do domu tą białą, latającą gówniarę. A jak ma się psa rezydenta, to należy mu bezwzględnie zapewnić spokój. Szczególnie gdy spotkają się dwa różne żywioły – spokojny rezydent i mała szczenięca wichura.
Planowanie przy szczeniaku
To nie żart. Planowanie przy szczeniaku przez pierwszy miesiąc było na porządku dziennym. Był notes, długopis, zegarek i zapisywanie. Zapisywałam ile czasu młoda śpi, w jakich godzinach. Nie dlatego, że chciałam widzieć czy szczeniak wystarczająco dużo odpoczywa – bo to wbrew pozorom jest bardzo istotne w życiu tej małej istoty. Zapisywałam, bo musiałam wiedzieć kiedy mniej więcej będę miała jakieś 40 minut dla siebie. „Dla siebie” tzn. że musiałam wybrać – czy przeznaczam je na ogarnięcie bałaganu na chacie, czy może chwilę odpocznę, albo się prześpię, bo znowu w nocy spałam tylko 3 godziny :D
Dlaczego tylko 3 godziny? Bo Salsa miała w głowie różne pomysły na spędzanie czasu. Zresztą to widać było po oczach od samego początku :D

Ale żeby nie było, Salsa przy całej swojej żywiołowości (jak to na szczeniaka przystało) i przy tym jak bardzo dała mi w kość, była także uroczym, słodkim szczeniakiem:)

Po jakimś miesiącu wszystko się względnie uspokoiło. Zaczęłyśmy mieć własny, nowy rytm dnia. Boni także przekonała się do Salsy. Już nawet pozwalała jej się kłaść obok siebie, co początkowo nie było takie oczywiste.

Ja natomiast nadal mówiłam sobie „nigdy więcej szczeniaka”. Ale co z tego wyjdzie, to zobaczymy :)
Dzięki, że nas tu odwiedzacie.


Dodaj odpowiedź do Lazurowe Niebo Anuluj pisanie odpowiedzi