Spacery to nasza codzienność. Często w ich trakcie są we mnie dwa wilki. Jeden mówi oburzony: „zrób trening, przecież nie może cię tak ciągnąć i ignorować”. Po nim odzywa się drugi, jakby właśnie zakończył swoją sesję jogi: „odpuść trochę, spacer jest dla psa, pozwól mu eksplorować świat!”.
Z doświadczenia wiem, że próba „złapania złotego środka” nie zawsze jest łatwa. Mój pies potrafi byś aniołem… dopóki nie zobaczy zająca. Kiedyś myślałam, że na widok sarny wypada mojemu psu mózg, ale nic nie równa się nagle wybiegającym z pola zającem. Próbowałem kiedyś robić z każdego spaceru mały trening posłuszeństwa. Szybko zorientowałam się, że to nie dla nas. Mój pies zaczynał się nudzić, ja się frustrowałam, a spacer zamiast być przyjemnością, stawał się mało przyjemnym obowiązkiem.
Jak trenować psa na spacerze, żeby nie stracić przyjemności ze wspólnego czasu?
Nie każdy spacer musi być „lekcją”. Nie każdy spacer musi być treningiem posłuszeństwa. Jeśli któregoś dnia nie będziesz ćwiczyć z psem na spacerze – nic się nie stanie. Nie zacznie Cię natychmiast ignorować. A jeśli chodzisz ze swoim psem na spacery na lince, to taki spacer też jest treningiem. I być może nie zdajesz sobie z tego sprawy. Twoja praca z linką jest dla psa nauką rezygnacji z bodźców. Bo gdy nie pozwalasz psu iść dalej niż pozwala linka, to automatycznie pies musi z czegoś zrezygnować.

Nie możecie usłyszeć naszej konwersacji z tego zdjęcia, ale brzmiała mniej więcej tak: „Słuchaj… Bo chodzi o to, że te sarenki tam sobie chodzą A my tu robimy różne fajne rzeczy. One tam, my tu. One nie przychodzą do nas, a my nie biegniemy do nich. To znaczy Ty nie biegniesz, żebym ja nie musiała lecieć za Tobą”
Czasem po prostu warto… odpuścić. I nic nie robić. Usiąść sobie na polanie, słuchać ptaków, oglądać chmury, dotknąć trawy. To wbrew pozorom może się okazać trudniejsze niż Ci się wydaje. I tak naprawdę to też jest trening dla Twojego psa. A może i dla Ciebie też? :) Umiejętność „nicnierobienia” w dzisiejszym świecie pełnym bodźców, to niezwykle cenna umiejętność.
każdy ma inne potrzeby
Nie ma jednej recepty na idealny spacer. Każdy przewodnik psa i każdy pies jest inny i mają różne potrzeby. Każdy dzień jest inny. Nasze nastawienie w danym dniu ma ogromnym wpływ na to, jak odbiera nas nasz własny pies. Bo przecież może być tak, że akurat dziś jesteśmy „nie w sosie” i wszystko nas wkurza. Może być też tak, że z jakiegoś powodu to pies ma gorszy dzień, bo coś go zdążyło już przebodźcować. To żywa istota, jak my.
Jeśli twój pies jest młody, energiczny i ciekawski, daj mu szansę eksplorować świat. Jeśli jest starszy, może wystarczy mu spokojny, krótszy spacer. Zaufaj sobie i swojemu psu. Obserwuj go. Zastanów się, co tak naprawdę sprawia Wam radość i róbcie to :)
równowaga to klucz
Trening jest ważny, ale równie ważny jest relaks. Twojemu psu także czasami należy się „wolne” ;) Spacer bez komend i bez wymagań. Oczywiście w granicach rozsądku, bo sama wiem jak to jest jak wybiega zająć :D
Spacer dla przyjemności – on nie sprawi, że pies przestanie Cię słuchać. Często taki spacer może odwrócić bieg wydarzeń, bo zrelaksowany pies chętniej włącza się w proponowane aktywności.
Sama zauważyłam, że po takich spacerach dla przyjemności, mój pies jest spokojniejszy, bardziej skupiony i więcej węszy.
Bo spacer to nie tylko obowiązek. To czas dla mnie i mojego psa – na budowanie relacji, poznawanie świata i wspólne bycie tu i teraz.
A jeśli i Ty masz psa, to jak wyglądają Wasze spacery? Czy Twój pies woli swobodnie węszyć, czy raczej uwielbia ćwiczyć komendy w ruchu? A może najlepiej czuje się wtedy, gdy wszystko jest w równowadze? Podziel się swoimi doświadczeniami. Może znajdziemy więcej sposobów na to, by spacer był jednocześnie przygodą, nauką i chwilą relaksu :)


Dodaj odpowiedź do Złota Przygoda Anuluj pisanie odpowiedzi