Jest rok 2019
Na blogu zaczęłam umieszczać wpisy stosunkowo niedawno. Do tej pory Instagram był miejscem, w którym dzieliłam się naszymi historiami.
Żeby historia na blogu miała względną ciągłość i żeby było wiadomo skąd się wzięła Złota Przygoda, to tak tu sobie nadganiam te lata minione, wspominam i dotarłam do roku 2019.
To był trudny rok dla mnie, a w zasadzie trudna końcówka roku. Jak się okazało później – kilka kolejnych lat było naznaczone końcówką roku 2019.
kiedy zachoruje pies
Z tamtego czasu pamiętam niewiele. Była końcówka sierpnia, ledwo zaczął się wrzesień. Dżak – mój pierwszy pies – pewnego wieczoru zaczął się źle czuć. Pomyślałam – być może jakaś niestrawność (wszak często dopadały go różne takie przypadłości). Pomyślałam – to nie może być nic groźnego, bo przecież niecałe trzy miesiące wcześniej robiliśmy badania krwii, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku.
Pamiętam, że był weekend. Zadzwoniłam do mojego lekarza weterynarii, żeby chociaż przez telefon skonsultować „co mogło pójść nie tak”. W poniedziałek od razu do gabinetu, bo stan się nie poprawił. Nie było tragedii, ale widać było, że Dżak był jakiś „nieswój”.
Badania – jedno za drugim, testy – kilka różnych wykluczyło kilka groźnych chorób. Nie cieszyłam się. Zapytacie „dlaczego?”. Bo chociaż wiadomo by było na czym stoimy, jakie leczenie zastosować, a tak nie wiadomo było nic.
Kroplówki, konsultacje. W końcu po czterech dniach udało się wieczorem umówić na konsultację z lekarzem spoza mojego miasta. Rano miałam dzwonić, bo miał kiedyś podobny przypadek.

kiedy umiera Twój pierwszy pies
Nie zdążyłam. Dżak zmarł w środku nocy na moich rękach. Próbowałam resuscytację, ale to było na nic. On zmarł, a ja nie dałam rady go ochronić. Nie zdążyłam…
kiedy świat nagle cichnie, a ty potrafisz napisać tylko kilka słów pożegnania

„Posiadanie psa jest jak tęcza. Szczenięta są radością na jednym jej końcu. Stare psy są skarbem na drugim.” Syneczku kochany, Ty byłeś conajmniej w połowie tej drogi.
Byłeś silny, odważny, pyskaty, byłeś ambitny, szybko się uczyłeś i od zawsze wszystko robiłeś ze mną.
Kto będzie ze mną teraz kosił trawę? Kto będzie ze mną wyszukiwał kostki brukowej? Kto będzie w ciemną noc wychodził ze mną na ogród, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku i mnie ostrzec swoim szczekaniem? Kto będzie tak patrzył, jak tylko Ty potrafiłeś patrzeć, jak obieramy orzeszki? Kto będzie mi przy obiedzie kapać śliną na spodnie…
Dziękuję Ci przyjacielu za 7 cudownych lat. Dziękuję, że uczyłeś mnie cierpliwości. Dziękuję, że wspierałeś w trudnych chwilach. Nikt tak nie wyczuwał emocji jak Ty… potrafiłeś mnie „przytulać” zawsze gdy płakałam.
Syneczku kochany, ktoś Cię tam widocznie bardzo potrzebował za tym tęczowym mostem.
Tęsknię, dzieciaku. 06-09-2019 03:33
Dżak miał 7 lat.
żałoba
Ostatnio za sprawą 1 listopada trochę było tu o przeżywaniu żałoby. Moja trwała bardzo długo. Nie potrafiłam sobie poradzić ze stratą. Jedyne co potrafiłam to pytać „dlaczego?” i „dlaczego nie zrobiłam więcej?”.
Po dwóch latach nadal przytłaczało mnie oglądanie zdjęć.
Przez cztery lata nie obejrzałam ani razu ostatniego filmiku, na którym nagrałam Dżaka.
Dopiero po pięciu latach potrafiłam sobie powiedzieć: „zrobiłaś wszystko to co potrafiłaś w tamtym momencie zrobić najlepiej”. I choć pustka po nim pozostała do dziś, nie jest już tak bolesna, a ja potrafię uśmiechać się na wspomnienia związane z Dżakiem.
I dziś już wiem i powtarzam sobie zawsze – bez względu na sytuację – „zawsze robię to co potrafię w danym momencie zrobić najlepiej”.


Cześć, daj znać co o tym sądzisz lub po prostu powiedz hello! :)